Jak rozwija się mowa do 2. roku życia – punkt odniesienia dla rodzica
Etapy rozwoju mowy do 24. miesiąca życia
Aby ocenić, czy dwulatek mówi mało, trzeba najpierw wiedzieć, czego mniej więcej oczekuje się na poszczególnych etapach rozwoju. Dzieci rozwijają się indywidualnie, ale istnieją pewne kamienie milowe, które pomagają wychwycić ewentualne opóźnienia.
Najważniejsze etapy do 2. roku życia obejmują:
- 0–6 miesięcy – odruchowy płacz, gaworzenie, pierwsze wokalizacje, reagowanie na głos opiekuna, uspokajanie się na znajomy ton.
- 6–12 miesięcy – świadome gaworzenie typu „ba-ba”, „ma-ma”, różnicowanie intonacji, reagowanie na imię, rozumienie prostych poleceń wspartych gestem.
- 12–18 miesięcy – pierwsze konkretne słowa znaczące („mama”, „tata”, „daj”, „nie”), naśladowanie prostych dźwięków, wskazywanie palcem, rozumienie coraz większej liczby słów.
- 18–24 miesiące – przyrost słownictwa, pojawienie się prostych dwuwyrazowych wypowiedzi („mama am”, „daj pić”), lepsze rozumienie poleceń bez gestu.
Jeśli dziecko przed 2. rokiem życia miewa „skoki” w rozwoju mowy – np. przez kilka miesięcy mówi niewiele, a potem nagle „wystrzeliwuje” z nowymi słowami – jest to zazwyczaj zjawisko typowe. Kluczowe jest nie tylko to, ile mówi, ale jak rozumie mowę i czy komunikuje się w inny sposób (gest, kontakt wzrokowy, reakcja na sytuację).
Dwulatek – co zwykle potrafi powiedzieć i zrozumieć
U dwulatka rozwój rozumienia jest zwykle bardziej zaawansowany niż rozwój mowy czynnej. Sporo dzieci rozumie kilkadziesiąt, a nawet ponad sto słów, choć same wypowiadają ich znacznie mniej lub robią to w sposób zniekształcony. Dla specjalistów istotniejsze bywa to, co dziecko rozumie, niż to, jak wyraźnie mówi.
Typowo dwulatek:
- reaguje na swoje imię i odwraca się, gdy jest zawołany,
- rozumie proste polecenia bez gestu („przynieś misia”, „daj buta”, „wrzuć do kosza”),
- rozumie proste pytania („gdzie jest piłka?”, „kto to?”),
- potrafi nazwać kilka–kilkanaście osób, przedmiotów, zwierząt lub czynności – często po swojemu,
- łączy dwa wyrazy w prymitywne zdania („mama am”, „ja nie”, „daj to”, „idzi tu”).
Jeśli dwulatek w ogóle nie próbuje mówić, ale dobrze rozumie mowę, wskazuje, gestykuluje i widać wyraźny postęp w komunikacji niewerbalnej – może to być tzw. późny start mowy. Taka sytuacja wymaga obserwacji i zwykle konsultacji, ale nie zawsze oznacza poważne zaburzenie.
Tzw. „norma statystyczna” a indywidualne tempo rozwoju
Nie każde dziecko wpisuje się idealnie w tabele i opisy z poradników. Jedno zaczyna mówić wcześniej, ale wolniej chodzi. Inne porusza się jak błyskawica, ale z mową startuje później. Na rozwój mowy wpływają czynniki genetyczne, środowiskowe, zdrowotne i temperamentalne. Dziecko bardziej ostrożne, skupione na obserwacji, może dłużej analizować, zanim „zaryzykuje” wypowiedź.
Specjaliści posługują się pojęciem „spektrum normy”. Oznacza to, że pewne różnice w wieku pojawienia się słów czy zdań są naturalne. Granica między „jeszcze normą” a „potencjalnym problemem” jest płynna. Dlatego tak istotna jest całościowa ocena rozwoju – nie tylko liczba słów, ale także kontakt wzrokowy, reakcja na mowę, zabawa, gesty, naśladowanie.
Jeśli rodzic ma poczucie, że dwulatek mówi mało, ale widzi postępy z miesiąca na miesiąc, dziecko reaguje, słucha, pokazuje, prosi gestem, to częściej mówimy o indywidualnym tempie rozwoju. Gdy natomiast oprócz małej liczby słów pojawiają się inne niepokojące sygnały (brak kontaktu wzrokowego, niechęć do wspólnej zabawy, brak reakcji na głos), warto zasięgnąć opinii specjalisty.
Co dwulatek powinien już umieć – konkretne wskaźniki rozwoju mowy
Liczba słów u dwulatka – co pokazują normy rozwojowe
Rodzice często pytają: „ile słów powinien mówić dwulatek?”. Nie istnieje jeden sztywny standard, ale można mówić o orientacyjnych przedziałach. U wielu dzieci w wieku 24 miesięcy słownik czynny (to, co dziecko mówi) zawiera:
- od ok. 20–30 słów u tych, które startują później,
- do nawet 200 i więcej słów u tych, które mówią wcześnie i dużo.
Za istotne przyjmuje się, że:
- dwulatek używa co najmniej kilkunastu sensownych słów (choćby uproszczonych),
- zdarza mu się łączyć dwa wyrazy, choćby okazjonalnie,
- pojawiają się zarówno rzeczowniki (mama, auto, lala), jak i proste czasowniki (am, idzie, piciu) oraz słowa funkcyjne (nie, daj, tu).
Słowem kluczowym jest przyrost słownika. Nawet jeśli dziecko mówi mało, ale w ciągu kilku miesięcy widać systematyczny wzrost liczby słów, to dobry znak. Zaniepokoić powinien brak nowych słów przez dłuższy czas (kilka miesięcy) lub wręcz utrata słów, które wcześniej były obecne.
Rozumienie mowy – fundament, który często wyprzedza mówienie
Dwulatek może wypowiadać niewiele, ale jednocześnie świetnie rozumieć, co się do niego mówi. Dlatego ocena rozwoju mowy zawsze obejmuje dwa aspekty: mowę czynną (to, co dziecko mówi) i mowę bierną (to, co rozumie). U większości dzieci mowa bierna jest znacznie bogatsza.
W wieku około 2 lat dziecko zazwyczaj:
- zna imiona bliskich osób i rozpoznaje je, gdy są wymieniane,
- rozumie proste pytania i prośby bez gestu („połóż misia spać”, „przynieś skarpetki”, „pokaż, gdzie boli”),
- reaguje adekwatnie na słowa typu „gorące”, „nie wolno”, „uważaj”,
- potrafi wskazać w książeczce znane zwierzęta lub przedmioty na polecenie.
Jeżeli dwulatek mówi mało, ale wyraźnie widać, że rozumie znacznie więcej, nie izoluje się, chętnie się bawi z dorosłymi, przynosi przedmioty, wykonuje proste polecenia – zwykle jest to mniej alarmujące niż sytuacja, gdy dziecko ani nie mówi, ani nie reaguje na mowę.
Kiedy mało mówienia to jeszcze norma, a kiedy już „opóźniona mowa”
Pojęcie opóźnionego rozwoju mowy (ORM) jest używane, gdy dziecko rozwija się prawidłowo pod względem intelektualnym i ruchowym, ale jego mowa pojawia się wyraźnie później niż u rówieśników. Dwulatek z ORM może np. rozumieć dużo, świetnie naśladować czynności, być kontaktowy, a jednocześnie mieć ubogi słownik i nie łączyć wyrazów.
Przyjmuje się, że niepokój jest uzasadniony, gdy w okolicy 2. urodzin dziecka:
- nie używa ono żadnych słów znaczących (poza płaczem i przypadkowym gaworzeniem),
- nie próbuje łączyć choćby dwóch elementów („ma-ma”, „tata am”, „tu auto”),
- mówi bardzo niewiele i nie przybywa nowych słów przez kilka miesięcy,
- mowa dziecka jest niezrozumiała nawet dla rodziców, a jednocześnie brak prób naśladowania.
Dwulatek, który mówi mało, ale dużo „gada po swojemu”, bawi się głosem, powtarza melodie zdań, próbuje naśladować nowe słowa, zwykle ma dobry potencjał do dalszego rozwoju mowy. Kiedy pojawia się kompletne milczenie lub tylko pojedyncze wokalizacje bez prób naśladowania, skala niepokoju rośnie.

Dwulatek mówi mało: sygnały, które powinny szczególnie zaniepokoić
Brak reakcji na imię i mowę – możliwy problem ze słuchem lub komunikacją
Jednym z pierwszych czerwonych świateł jest sytuacja, gdy dwulatek nie reaguje na imię lub wymaga wielokrotnego, głośnego wołania. Część dzieci jest tak skupiona na zabawie, że „odcina się” od bodźców, ale gdy taka reakcja występuje często, trzeba rozważyć problemy ze słuchem lub z uwagą na bodźce społeczne.
Niepokojące sygnały:
- brak reakcji na odgłosy z otoczenia (np. głośny hałas, pukanie, dzwonek),
- nieodwracanie się na imię, nawet gdy mówi się je normalnym tonem z różnej odległości,
- lepsza reakcja na widoczne bodźce (gest, pokazanie) niż na samą mowę,
- brak zmiany zachowania przy zmianie tonu głosu (np. podniesiony głos przy „nie wolno”).
W takiej sytuacji pierwszym krokiem powinna być diagnostyka słuchu, najlepiej u laryngologa dziecięcego i surdologopedy. Nawet nawracające infekcje uszu i wysięk w uchu środkowym potrafią znacząco utrudnić odbiór mowy, a tym samym jej rozwój.
Brak kontaktu wzrokowego i wspólnej uwagi
Rozwój mowy jest mocno powiązany z rozwojem relacji i wspólnej uwagi. Dwulatek, który mówi mało, ale chętnie patrzy w oczy, śmieje się z rodzicem, pokazuje mu zabawki, przybiega, by coś „opowiedzieć” gestem – wykorzystuje inne kanały komunikacji. Tymczasem brak kontaktu wzrokowego i niewielka chęć do dzielenia się przeżyciami bywa jednym z sygnałów trudności komunikacyjnych, w tym ze spektrum autyzmu.
Zwraca uwagę szczególnie, gdy:
- dziecko rzadko patrzy na twarz mówiącej osoby,
- nie pokazuje palcem ciekawych przedmiotów, by „zawołać” dorosłego do wspólnego przeżywania,
- nie reaguje na wskazywanie dorosłego (gdy rodzic mówi „zobacz tam”, dziecko nie podąża wzrokiem),
- nie przynosi przedmiotów po to, by się pochwalić (np. nową zabawką, rysunkiem),
- woli bawić się samodzielnie, nie włącza spontanicznie dorosłego do zabawy.
Kontakt wzrokowy nie oznacza ciągłego wpatrywania się w twarz opiekuna – ważne są spojrzenia naprzemienne: na zabawkę, na rodzica, znowu na zabawkę. Taki układ pokazuje, że dziecko chce się „dzielić” uwagą i przeżyciem.
Brak gestów, wskazywania i naśladowania
Gesty to naturalny etap poprzedzający rozwój mowy. Zanim pojawi się bogate słownictwo, dziecko wskazuje palcem, kiwa głową, klaszcze, macha „pa-pa”, pokazuje „jaki duży” i inne proste znaki. Dwulatek mówi mało, ale gestykuluje intensywnie – to częsty obraz u dzieci z późniejszym startem mowy.
Niepokojąca jest sytuacja, gdy dwulatek:
- nie wskazuje palcem przedmiotów, których pragnie lub które go interesują,
- nie macha „pa-pa”, „nie” głową, nie klaszcze (mimo że rodzice to pokazują),
- nie naśladuje mimiki, prostych ruchów, dźwięków otoczenia,
- nie próbuje powtarzać za dorosłym, nawet w formie własnych uproszczeń.
Naśladowanie jest kluczowym mechanizmem uczenia się mowy. Dziecko, które nie korzysta z tego mechanizmu, potrzebuje zwykle dokładniejszej oceny neuropsychologicznej i logopedycznej.
Regres w rozwoju mowy i zachowań
Specjalnej uwagi wymaga regres, czyli utrata już zdobytych umiejętności. Jeśli dwulatek wcześniej wypowiadał kilka słów, patrzył w oczy, bawił się z rodzicem, a następnie:
- przestał mówić słowa, które wcześniej znał,
- wycofał się z kontaktu, częściej wybiera samotną zabawę,
- nie reaguje na imię, choć wcześniej reagował,
- pojawiają się powtarzalne, schematyczne zabawy lub ruchy (np. kręcenie przedmiotami, machanie rękami)
– jest to powód do pilnej konsultacji z pediatrą, neurologiem dziecięcym i psychologiem. Regres nie musi oznaczać poważnego zaburzenia, ale nigdy nie powinien zostać zbagatelizowany.
Co może spowalniać rozwój mowy u dwulatka?
Na tempo rozwoju mowy wpływa wiele czynników. U części dzieci to po prostu wolniejsze dojrzewanie pewnych funkcji, u innych – połączenie kilku obciążeń: zdrowotnych, środowiskowych i rodzinnych. Gdy dwulatek mówi mało, dobrze jest przyjrzeć się szerszemu obrazowi niż tylko samym słowom.
Predyspozycje rodzinne i „późne mówienie” w rodzinie
Często okazuje się, że w rodzinie są inni „późno mówiący” – rodzic, starsze rodzeństwo, kuzyn. Tłumaczy to częściowo wolniejsze tempo, ale nie zwalnia z obserwacji i ewentualnej konsultacji. Dzisiejsza wiedza medyczna i logopedyczna pozwala szybciej wychwycić trudności niż kilkanaście lat temu.
Jeżeli w rodzinie występowały:
- późne pojawienie się pierwszych słów lub zdań,
- problemy szkolne związane z czytaniem i pisaniem,
- diagnozy dysleksji, wad wymowy, ORM,
– dziecko może wymagać uważniejszej obserwacji i wcześniejszej stymulacji językowej, nawet jeśli lekarz początkowo proponuje „poczekać”. Drobne działania domowe pod okiem logopedy nie zaszkodzą, a mogą znacznie ułatwić start.
Cięższy przebieg ciąży, porodu i problemy zdrowotne
Mózg, słuch, układ nerwowy i układ ruchu rozwijają się razem. U niektórych dzieci wolniejsze tempo mowy łączy się z wcześniactwem, niedotlenieniem okołoporodowym, dłuższą hospitalizacją po urodzeniu czy poważnymi infekcjami w pierwszym roku życia.
Dodatkowo rozwój mowy może spowalniać:
- nawracające zapalenia uszu,
- przewlekły katar i przerost trzeciego migdałka,
- przewlekłe choroby wymagające częstych pobytów w szpitalu,
- obniżone lub wzmożone napięcie mięśniowe, wcześniejsze diagnozy neurologiczne.
Dziecko, które dużo czasu spędzało w szpitalu, miało ograniczony kontakt „twarzą w twarz” z dorosłymi, mniej rozmów i zabaw głosowych – często nadrabia to dopiero później. Potrzebuje wtedy więcej celowego „otulania mową” w domu i częstszych wizyt kontrolnych.
Środowisko językowe: jak dom sprzyja (lub nie) mówieniu
Sam fakt, że dziecko ma mało rówieśników czy nie chodzi do żłobka, nie jest czynnikiem decydującym. Znacznie ważniejsze jest to, jak wygląda codzienna komunikacja z dorosłymi.
Rozwój mowy utrudnia szczególnie:
- stałe towarzyszenie telewizora lub tabletu – „szum” słowny tła, do którego nikt się nie odnosi,
- mało skierowanej do dziecka mowy: komentarzy, pytań, wspólnego opowiadania o tym, co się dzieje,
- wyręczanie gestami i przewidywanie potrzeb („zanim poprosi, już ma podane”),
- mówienie do dziecka w pośpiechu, krótkimi, rozkazującymi komunikatami („ubieraj się”, „chodź”, „przestań”).
Zużyta od rana do wieczora bajka w tle to nie to samo co wspólne obejrzenie krótkiej kreskówki, rozmowa o niej i naśladowanie dźwięków. Dla mózgu dziecka kluczowe są interakcje: spojrzenia, dialogi, reakcje na jego wokalizacje.

Jak wspierać rozwój mowy dwulatka, który mówi mało?
Przy małomówiącym dwulatku rodzice często czują bezradność: „Zachęcam go, a on i tak milczy”. Pomocne jest wtedy odejście od „nauki słówek” na rzecz codziennej, naturalnej komunikacji. Nie chodzi o szkolne ćwiczenia, lecz o takie prowadzenie dnia, by język był obecny wszędzie.
Mówienie „przy dziecku” a mówienie „do dziecka”
Dwulatek uczy się przede wszystkim z mowy kierowanej bezpośrednio do niego. Rozmowy dorosłych między sobą są tłem, ale nie zastąpią dialogu.
W praktyce oznacza to:
- komentowanie na bieżąco tego, co dziecko widzisz, robi, czuje („idziesz po auto”, „tu jest duża piłka”, „ojej, przewróciłeś się, au”),
- mówienie wolniej, prostymi, ale nie zbyt „zdziecinnionymi” zdaniami,
- częste używanie tych samych prostych słów w podobnych sytuacjach (rytuały językowe),
- angażowanie dziecka w krótkie dialogi, nawet jeśli po jego stronie jest tylko gest czy sylaba.
Dobrym punktem wyjścia jest zasada „krok do przodu”: jeśli dziecko mówi pojedyncze słowo („auto”), dorosły odpowiada dwoma–trzema („tak, czerwone auto”, „auto jedzie”). Dzięki temu dziecko słyszy nieco bogatszą wersję tego, co już zna.
Podążanie za dzieckiem zamiast przepytywania
Dwulatek nie jest uczniem na sprawdzianie. Seria pytań typu „co to?”, „jak to się nazywa?”, „powiedz: pił-ka” często wywołuje frustrację i bunt, a nie chęć mówienia. Dużo skuteczniejsze bywa podążanie za zainteresowaniami dziecka.
Jeśli dwulatek przez 20 minut bawi się autami, to właśnie auta są świetnym materiałem językowym: „auto bum”, „małe auto”, „duże auto”, „auto śpi”, „auto jedzie myć się”. Zamiast żądać powtarzania, dorosły modeluje słowa, które dziecko może, ale nie musi natychmiast użyć.
Gdy dziecko coś po swojemu nazwie („ato”), nie ma potrzeby poprawiania wprost. Wystarczy potwierdzić i powtórzyć prawidłową formę: „Tak, auto. Jedzie auto”. Dziecko słyszy wzorzec, ale nie czuje, że „zrobiło źle”.
Znaczenie zabaw dźwiękonaśladowczych i ruchowych
Wczesna mowa często zaczyna się od dźwięków: „muuu”, „hau”, „brum”, „bam”. Dla dorosłych wydają się banalne, lecz dla dziecka są świetnym treningiem narządów mowy, rytmu i naśladowania.
Najbardziej użyteczne są takie zabawy, w których łączą się:
- dźwięk (np. „bam!”, „hop!”, „puff”),
- ruch (podskok, upuszczanie klocków, chowanie misia),
- emocja (śmiech, zaskoczenie, oczekiwanie).
Przykład: układanie wieży z klocków i za każdym razem, gdy spadnie, wspólne „BAM!”. Po kilkunastu razach wiele dzieci zaczyna samo inicjować dźwięk, zanim klocek spadnie. To już jest komunikacja i wstęp do słów.
Książeczki jako narzędzie do budowania słownika
Książka dla dwulatka nie musi mieć fabuły. Wystarczą proste obrazki: pojazdy, zwierzęta, codzienne czynności. Ważne, by oglądać ją razem, a nie tylko „czytać” tekst od deski do deski.
Podczas wspólnego przeglądania:
- wskazuj i nazywaj („pies”, „kotek śpi”, „tutaj auto”),
- stawiaj proste, otwarte pytania („co tu jest?”, „kto tu idzie?”), ale nie zasypuj nimi dziecka,
- reaguj na każdy gest dziecka – jeśli pokaże palcem kota, nazwij go i rozwiń zdanie („kot miau”, „kot pije mleko”),
- pozwól dziecku przewracać strony, wybierać ulubione obrazki – to ono prowadzi.
U części dzieci pierwsze słowa pojawiają się właśnie przy książkach, bo obrazek zatrzymuje uwagę, a słowo łatwiej powiązać z konkretem.
Codzienne rytuały językowe: powtarzalność, która daje efekt
Małe dzieci kochają powtarzalność. To, co rodzicowi wydaje się nudne, dla dwulatka jest bezpiecznym polem do ćwiczeń. Dobrze, jeśli przy stałych czynnościach powtarzają się też stałe frazy.
Przykładowo:
- przy myciu rąk: „woda leci”, „mydło, mydło”, „piana hop”,
- przy ubieraniu: „ręka hop”, „noga hop”, „ciach – skarpetka”,
- przy wychodzeniu: „buty na nogi”, „czapka na głowę”, „pa-pa domu”.
Z czasem dziecko zaczyna „dopowiadać” brakujące elementy („hop”, „pa-pa”), wchodzi w swoisty dialog. Nie trzeba go przepytywać – wystarczy robić krótkie pauzy i patrzeć zachęcająco, czekając na jego wkład.
Kiedy z małomówiącym dwulatkiem do specjalisty?
Wielu rodziców słyszy: „Jeszcze poczekajcie, chłopcy mówią później”, „moja córka zaczęła dopiero po trzecich urodzinach”. Czasem faktycznie rozwój sam przyspiesza, ale są sytuacje, gdy zwlekanie nie pomaga. Wczesna konsultacja nie zamyka drogi do „normalnego” rozwoju – raczej ją poszerza.
„Na wszelki wypadek” – profilaktyczna wizyta u logopedy
Gdy dwulatek:
- ma słownik czynny mniejszy niż kilkanaście słów,
- nie łączy żadnych dwóch elementów,
- lub mówi mało, a rodzic ma intuicyjne poczucie, że „coś nie gra”,
– warto umówić się na wizytę u logopedy dziecięcego, nawet jeśli pediatra jeszcze nie widzi powodów do niepokoju. Dobra konsultacja to nie tylko diagnoza, ale też konkretne wskazówki do domowych zabaw i informacji, jak obserwować dziecko w kolejnych miesiącach.
Specjalista zwykle:
- pyta o przebieg ciąży, porodu, rozwój ruchowy,
- ocenia budowę i sprawność narządów mowy,
- sprawdza, jak dziecko reaguje na mowę, jak się bawi, czy naśladuje,
- zwraca uwagę na gesty, kontakt wzrokowy, wspólną zabawę.
U niektórych dzieci logopeda zaleci dodatkowo konsultację z laryngologiem, neurologiem czy psychologiem rozwojowym – nie zawsze dlatego, że „jest źle”, ale by mieć pełniejszy obraz.
O jakie badania i konsultacje można poprosić?
Jeśli dwulatek mówi mało, a do tego pojawiają się opisane wcześniej sygnały alarmowe (brak reakcji na imię, gesty, regres), zwykle potrzebny jest zespół specjalistów. Rodzic ma prawo poprosić lekarza pierwszego kontaktu o skierowania.
W zależności od obrazu sytuacji przydatne mogą być:
- badanie słuchu (audiologiczne, tympanometria, otoemisje),
- ocena laryngologiczna (migdałki, drożność nosogardła, wysięk w uchu środkowym),
- konsultacja neurologiczna, gdy są nieprawidłowości w rozwoju ruchowym, napięciu mięśniowym lub był trudny przebieg okołoporodowy,
- konsultacja psychologa lub psychiatry dziecięcego, gdy występują trudności w kontakcie społecznym, wspólnej zabawie, naśladowaniu.
W praktyce często wystarczy jedno–dwa spotkania, aby uporządkować sytuację i zdecydować, czy potrzebna jest regularna terapia, czy tylko monitorowanie postępów.
Jak mówić o trudnościach z otoczeniem i jak zadbać o siebie jako rodzic?
Rodzice małomówiącego dziecka często zmagają się nie tylko z niepokojem, ale też z komentarzami z zewnątrz: „bo za mało z nim rozmawiasz”, „bo ogląda bajki”, „bo za bardzo go wyręczasz”. Takie uwagi rzadko pomagają, częściej wzmacniają poczucie winy.
Rozsądne filtrowanie „dobrych rad”
Przydaje się jasna granica: opieram się na opinii specjalistów i własnej obserwacji dziecka, a nie na porównaniach z cudzymi dziećmi. Zamiast tłumaczyć się każdemu, można mieć przygotowaną krótką odpowiedź:
- „Jesteśmy po konsultacji, mamy zalecenia i pracujemy nad tym”.
To zdanie często wystarcza, by zakończyć niechcianą dyskusję. Kluczowe jest, by nie przejmować na siebie pomysłów, że „to wszystko wina rodzica”. Rozwój mowy jest złożony, a większość opiekunów robi w danych warunkach tyle, ile umie.
Małe kroki i realne oczekiwania
Nadmierna presja („musisz mówić”, „powiedz to jeszcze raz, głośniej”) zwykle blokuje, a nie zachęca. U dwulatka sukcesem może być:
- nowy gest lub dźwięk w zabawie,
- pierwsze „papa” skierowane do kogoś,
- świadome „nie” zamiast płaczu,
- pierwsze połączenie „mama am”, nawet niewyraźne.
Wspieranie dwulatka w żłobku, klubiku lub u dziadków
Jeżeli dziecko spędza dużo czasu poza domem – w żłobku, klubiku malucha czy u dziadków – dobrze, żeby wszystkie ważne osoby wiedziały, jak wspierać rozwój mowy w podobny sposób. Rozbieżne podejście (w jednym miejscu cisza i ekrany, w drugim zabawa i rozmowa) utrudnia dziecku naukę.
W praktyce pomocne bywa:
- krótkie omówienie z opiekunami, jak dziecko zwykle komunikuje potrzeby (pokazuje, ciągnie za rękę, używa kilku stałych słów lub dźwięków),
- umówienie się, że dorośli reagują na gesty i próby mówienia, rozszerzając je w słowa („pokazujesz pić – chcesz pić wodę”),
- unikanie naciskania: „powiedz ładnie”, „jak nie powiesz, nie dostaniesz”,
- informowanie się nawzajem o nowych słowach – tak, by wszędzie były rozumiane i wzmacniane.
Dobrze też sprawdzić, czy w placówce nie ma nadmiaru szumu (głośna muzyka, stale włączony telewizor). Dla wielu dwulatków to bariera – w takim otoczeniu trudniej usłyszeć i zapamiętać słowa.
Gdy rodzeństwo mówi „za” dwulatka
Częsty scenariusz: starsze dziecko świetnie rozumie młodsze i automatycznie je „tłumaczy”. Z jednej strony to urocze i ułatwia funkcjonowanie, z drugiej – bywa, że wyręczanie przyspiesza, zamiast hamować, opóźnienie mowy.
Nie chodzi o zabranianie starszakowi pomocy, tylko o delikatne wyważenie. Można wprowadzić proste zasady:
- najpierw zwrócić się do dwulatka („chcesz pić?”), dać mu chwilę na gest, słowo, spojrzenie,
- dopiero gdy nie ma reakcji, poprosić starszaka o „podpowiedź”,
- chwalić młodsze dziecko za każdą próbę komunikacji („pokazałeś wodę, super, rozumiem cię”),
- zachęcać rodzeństwo do wspólnych zabaw z dźwiękami, piosenkami, rymowankami – ale bez roli „egzaminatora”.
W wielu rodzinach sprawdza się umówienie ze starszakiem hasła: „daj mu spróbować samemu”. Dziecko rozumie wtedy, że nie chodzi o karę, tylko o wspólną pomoc młodszemu.
Co z dwujęzycznością, gdy dwulatek mówi mało?
W domach, gdzie funkcjonują dwa języki, brak wyraźnej mowy w wieku dwóch lat budzi szczególnie dużo pytań. Pojawia się pokusa, by „na razie zostać przy jednym języku”, w obawie przed przeciążeniem dziecka. Tymczasem sama dwujęzyczność nie jest przyczyną zaburzeń mowy.
U dwulatka uczącego się dwóch języków zdarzają się:
- mieszanie słów („mama, chodź play”),
- stosowanie jednego, łatwiejszego języka w mowie, a drugiego głównie w rozumieniu,
- opóźniony start słów przy dobrym rozumieniu obu języków.
Jeśli jednak dziecko mało reaguje na mowę ogólnie (niezależnie od języka), ma ubogi kontakt wzrokowy, nie pokazuje, nie naśladuje – obowiązują te same zasady diagnostyki, co u dzieci jednojęzycznych. W takim wypadku zamiast redukować liczbę języków, ważniejsze jest sprawdzenie słuchu, konsultacja logopedy i psychologa.
Rodzic może natomiast uporządkować ekspozycję językową: jedna osoba – jeden język (np. mama mówi po polsku, tata po angielsku), unikanie chaotycznego „skakania” między językami w jednym zdaniu, dużo powtórzeń tych samych słów w podobnych sytuacjach.
Mity na temat późnego mówienia
Opinie z otoczenia często mieszają się z rzetelną wiedzą. Kilka przekonań powtarza się szczególnie często i potrafi wprowadzić rodziców w błąd.
- „Chłopcy zawsze mówią później” – różnice między płciami są niewielkie i nie usprawiedliwiają ignorowania wyraźnych trudności. Chłopiec może być późniejszy od rówieśniczek, a jednocześnie rozwijać się prawidłowo, ale takie założenie „z góry” bywa ryzykowne.
- „Telewizja/nagrania bajek nauczyły go mówić” – dziecko uczy się języka w interakcji, gdy ktoś reaguje, czeka, odpowiada. Nawet edukacyjne nagrania nie zastąpią realnej wymiany.
- „On jest po prostu leniwy” – brak mowy to nie lenistwo. Dwulatek, który nie mówi, zwykle ma ku temu powód: trudność w planowaniu ruchów, słabsze naśladowanie, problemy ze słuchem, napięciem, integracją bodźców. Etykieta „leniwy” szkodzi zarówno dziecku, jak i relacji z nim.
- „Jak pójdzie do przedszkola, to się nauczy od dzieci” – kontakt z rówieśnikami bywa wspierający, ale nie zastępuje diagnozy, gdy są poważniejsze sygnały alarmowe. Dziecko, które ma trudność z komunikacją, w grupie może się dodatkowo wycofać.
Jak wygląda wczesna terapia logopedyczna z dwulatkiem?
Nie jest to „siedzenie przy biurku i powtarzanie sylab”. Praca z małym dzieckiem przypomina raczej dobrze zaplanowaną zabawę, w której każde ćwiczenie ma ukryty cel: rozumienie, naśladowanie, gest, dźwięk, słowo.
W gabinecie często pojawiają się:
- zabawy w naśladowanie ruchów (klaskanie, tupanie, chowanie przedmiotów),
- proste gry naprzemienne („raz ty, raz ja”: turlanie piłki, wrzucanie klocków),
- ćwiczenia dmuchania i ssania (piórka, bańki, gwizdki) – jeśli są potrzebne dla sprawności aparatu mowy,
- książeczki obrazkowe, pacynki, samochody, zwierzątka – jako pretekst do nadawania znaczeń i słów,
- modelowanie prostych gestów wspierających komunikację („jeszcze”, „koniec”, „tak”, „nie”).
Kluczową częścią terapii jest praca z rodzicem: pokazywanie, jak bawić się w domu, jak reagować na określone zachowania dziecka, czego unikać. Często zmiana stylu komunikacji w rodzinie przynosi większy efekt niż pół godziny ćwiczeń raz w tygodniu.
Jak rozpoznać specjalistę, który będzie realnym wsparciem?
Rodzic ma prawo nie tylko „oddać” dziecko na terapię, ale też dopytać o sposób pracy. Kilka sygnałów bywa pomocnych przy wyborze:
- specjalista interesuje się całym rozwojem dziecka, nie tylko liczbą słów,
- zadaje pytania o codzienność: sen, jedzenie, zabawę, relacje,
- tłumaczy w prosty sposób, co robi i po co,
- pokazuje rodzicowi ćwiczenia do domu, zamiast zatrzymywać całą „wiedzę” dla siebie,
- nie bagatelizuje niepokoju rodzica, ale też nie straszy na wyrost.
Jeżeli podczas wizyty rodzic ma poczucie, że nie może zadać pytania, jest oceniany, a nie traktowany jak partner – można szukać innej osoby. Dobra współpraca wymaga zaufania w obie strony.
Mowa a trudności z jedzeniem, snem, napięciem ciała
U części dwulatków problemy z mową nie występują w izolacji. Pojawiają się obok trudności z:
- gryzieniem i żuciem (dziecko długo pozostaje na papkach, krztusi się, unika twardszych pokarmów),
- nadmiernym ślinieniem się, częstym otwieraniem ust, oddychaniem głównie buzią,
- dużą wrażliwością na bodźce (hałas, światło, dotyk) albo przeciwnie – „szukaniem” mocnych bodźców,
- zasypianiem i przesypianiem nocy, częstym pobudzeniem.
W takich sytuacjach logopeda często współpracuje z fizjoterapeutą, terapeutą integracji sensorycznej lub neurologopedą. Czasem praca nad napięciem mięśniowym, oddychaniem czy przetwarzaniem bodźców przynosi poprawę także w obszarze mowy, bo organizm dziecka zaczyna działać bardziej spójnie.
Co może robić drugi rodzic lub inni bliscy?
Gdy główny ciężar wizyt i ćwiczeń spada na jedną osobę, łatwo o przeciążenie. Dobrze, jeśli drugi rodzic, dziadkowie czy inni bliscy włączą się choćby w małym zakresie.
Sprawdzają się proste formy wsparcia:
- przejęcie części „rytuałów językowych” – np. zawsze ta sama osoba kąpie dziecko i powtarza znane piosenki czy rymowanki,
- wysłuchanie zaleceń logopedy i zastosowanie choć jednego–dwóch pomysłów w swoich kontaktach z dzieckiem,
- odciążenie rodzica w innych obowiązkach (zakupy, sprzątanie), by miał siłę na spokojną zabawę i reagowanie na dziecko,
- powstrzymanie się od krytycznych komentarzy i „diagnoz” bez wiedzy – sama życzliwa obecność często działa najlepiej.
Czasami wystarczy, że ktoś inny raz dziennie przeczyta dziecku książeczkę, pobawi się w „a kuku” czy „bam”, żeby kontakt językowy przestał kojarzyć się wyłącznie z „ćwiczeniami”.
Gdzie szukać rzetelnych informacji i wsparcia?
Natłok treści w internecie potrafi nasilić lęk zamiast go zmniejszyć. Zamiast śledzić dziesiątki anonimowych opinii, łatwiej oprzeć się na kilku sprawdzonych źródłach:
- stronach i profilach prowadzonych przez certyfikowanych logopedów, neurologopedów, psychologów dziecięcych,
- materiałach edukacyjnych szpitali dziecięcych, poradni psychologiczno–pedagogicznych, towarzystw naukowych,
- grupach wsparcia moderowanych przez specjalistów – z wyraźną informacją, kto odpowiada na pytania.
Jeżeli jakaś porada budzi sprzeczne emocje (np. „zignoruj wszystkie gesty, licz tylko słowa”, „nie reaguj, dopóki nie powie poprawnie”), dobrze skonfrontować ją podczas wizyty stacjonarnej u specjalisty, który zna dziecko, a nie wdrażać w ciemno.
Gdy postępy są wolne albo nierówne
Rozwój mowy rzadko bywa liniowy. Niektóre dzieci robią skok – z kilku słów do prostych zdań w kilka miesięcy. Inne rozwijają się małymi kroczkami: najpierw gesty, potem dźwięki, krótkie wyrazy, wreszcie ich łączenie. Oba scenariusze mogą prowadzić do dobrego efektu, choć wymagają różnej dawki cierpliwości.
Pomaga prowadzenie krótkich notatek:
- jakie nowe słowa/gesty pojawiły się w danym miesiącu,
- w jakich sytuacjach dziecko częściej komunikuje się spontanicznie (w domu, na placu zabaw, w samochodzie),
- co szczególnie je „odblokowuje” – ruch, śpiew, konkretne zabawki, kontakt z określonym dorosłym.
Takie obserwacje są dla specjalisty cenniejsze niż pojedyncze nagranie z telefonu. Rodzic, który widzi czarno na białym nawet drobne zmiany, rzadziej ma poczucie, że „stoimy w miejscu”.
Przyjmowanie dziecka takim, jakie jest – równolegle z działaniem
Opieka nad małomówiącym dwulatkiem to ciągłe balansowanie między akceptacją a pracą nad zmianą. Dziecko potrzebuje jednego i drugiego: poczucia, że jest kochane i wartościowe „tu i teraz”, oraz mądrego wsparcia w uczeniu się nowych umiejętności.
Pomagają drobne codzienne gesty:
- mówienie do dziecka normalnym, pełnym językiem, bez ironii i zniecierpliwienia,
- chwalenie wysiłku, a nie tylko efektu („próbowałeś powiedzieć”, „pokazałeś mi, o co chodzi”),
- zauważanie innych mocnych stron – sprawności ruchowej, ciekawości, poczucia humoru, empatii,
- organizowanie dnia tak, by był w nim choć krótki czas na spokojną, wspólną zabawę bez pośpiechu.
Dorosły, który jest obok – obecny, dostępny, reagujący – jest dla dwulatka ważniejszy niż jakakolwiek „idealna” metoda. Mowa rozwija się najłatwiej tam, gdzie jest bezpieczna relacja i przestrzeń na niedoskonałe próby.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Ile słów powinien mówić dwulatek?
U dwulatków zakres jest bardzo szeroki – od około 20–30 słów u dzieci, które startują później, do nawet 200 i więcej u „gaduł”. Istotne jest, aby dziecko używało przynajmniej kilkunastu sensownych słów (również uproszczonych, po swojemu) i żeby ich liczba stopniowo rosła.
Ważny jest też pojawiający się z czasem „zlepek” dwóch wyrazów, np. „mama am”, „daj to”, „idzi tu”. Jeżeli przez kilka miesięcy nie pojawiają się nowe słowa lub dziecko traci te, które już miało, warto skonsultować się ze specjalistą.
Kiedy mało mówiący dwulatek to jeszcze norma, a kiedy powód do niepokoju?
Jeszcze w granicach normy jest sytuacja, gdy dwulatek mówi mało, ale:
- rozumie proste polecenia i pytania,
- utrzymuje kontakt wzrokowy i chętnie bawi się z dorosłymi,
- komunikuje się gestem (wskazuje palcem, pokazuje, czego chce),
- z miesiąca na miesiąc widać postęp – przybywa nowych słów lub dźwięków.
Niepokój powinien się pojawić, gdy mowy jest bardzo mało lub prawie wcale, nie przybywa nowych słów przez kilka miesięcy, a do tego dochodzą inne sygnały: brak reakcji na imię, unikanie kontaktu wzrokowego, brak chęci do wspólnej zabawy.
Dwulatek nie mówi prawie nic – kiedy iść do logopedy?
Do logopedy warto wybrać się, gdy około 2. urodzin dziecko:
- nie używa żadnych słów znaczących („mama”, „tata”, „daj”, „nie”),
- nie próbuje łączyć dwóch elementów wypowiedzi,
- mówi bardzo niewiele i od dłuższego czasu nie pojawiają się nowe słowa,
- nie naśladuje głosów, dźwięków, nie „gada po swojemu”.
Jeśli do tego dochodzi brak reakcji na mowę, imię, uboga gestykulacja lub brak kontaktu wzrokowego, wskazana jest szybka konsultacja – nie tylko logopedyczna, ale też laryngologiczna (słuch) czy psychologiczna.
Jak sprawdzić, czy dwulatek dobrze rozumie mowę?
Rozumienie mowy sprawdzisz w codziennych sytuacjach. Dwulatek zwykle:
- reaguje na imię,
- wykonuje proste polecenia bez gestu („przynieś misia”, „wrzuć do kosza”),
- zna imiona bliskich i reaguje, gdy o nich mówisz,
- pokazuje w książeczce znane przedmioty i zwierzęta na prośbę.
Jeśli masz wrażenie, że dziecko nie reaguje na słowa, nie wykonuje prostych próśb, jakby „nie słyszało” lub „nie rozumiało”, warto skonsultować słuch i rozwój komunikacji ze specjalistą.
Czy to normalne, że dwulatek mówi po swojemu i jest mało zrozumiały?
Wiele dwulatków mówi w „swoim języku”: zniekształca słowa, używa prostych sylab, dużo gaworzy, bawi się intonacją. Ważne, by w tej „mowie po swojemu” dało się rozpoznać kilka–kilkanaście stałych słów, a dziecko próbowało naśladować nowe brzmienia.
Bardziej niepokojące jest kompletne milczenie lub tylko pojedyncze, powtarzające się wokalizacje bez prób naśladowania i bez przyrostu słownictwa. W takiej sytuacji warto zasięgnąć porady logopedy.
Jak mogę wspierać rozwój mowy dwulatka, który mówi mało?
Najlepiej działają proste, codzienne aktywności:
- dużo mów do dziecka, opisując to, co robicie („myjemy ręce”, „auto jedzie”);
- czytaj krótkie książeczki i nazywaj obrazki, zachęcając do pokazywania;
- baw się w naśladowanie odgłosów zwierząt, pojazdów, śpiewaj proste piosenki;
- dawaj dziecku czas na odpowiedź, nie wyręczaj go za każdym razem w mówieniu;
- ogranicz nadmiar ekranów – zastąp je żywą rozmową i wspólną zabawą.
Jeżeli mimo takich działań nadal masz wątpliwości co do mowy dziecka, lepiej skonsultować się z logopedą – im wcześniej, tym łatwiej wesprzeć rozwój.
Co warto zapamiętać
- Rozwój mowy do 2. roku życia przebiega etapami – od gaworzenia i reagowania na głos opiekuna, przez pierwsze słowa znaczące ok. 12–18 miesiąca, aż po proste dwuwyrazowe wypowiedzi między 18. a 24. miesiącem.
- U dwulatka zwykle lepiej rozwinięte jest rozumienie niż mowa czynna – może rozumieć kilkadziesiąt lub ponad sto słów, choć sam mówi mniej i często zniekształca wyrazy.
- Typowy dwulatek reaguje na imię, wykonuje proste polecenia bez gestu, rozumie proste pytania, potrafi nazwać kilka–kilkanaście osób/przedmiotów/zwierząt i sporadycznie łączy dwa wyrazy w krótkie „zdania”.
- „Norma” rozwojowa jest szeroka – u 24-miesięcznych dzieci słownik czynny może wynosić od ok. 20–30 do ponad 200 słów, a o prawidłowości częściej świadczy stały przyrost słów niż ich dokładna liczba.
- Niepokoić powinien brak nowych słów przez kilka miesięcy, utrata wcześniej znanych słów oraz łączenie małej liczby słów z innymi sygnałami, jak brak kontaktu wzrokowego, brak reakcji na mowę czy unikanie wspólnej zabawy.
- Jeśli dziecko mówi mało, ale dobrze rozumie mowę, wskazuje, gestykuluje i widać postępy w komunikacji niewerbalnej, częściej świadczy to o indywidualnym tempie rozwoju lub „późnym starcie mowy” niż o poważnym zaburzeniu.






